"Janie Pawle II, powiedz nam słowo!” 2.IV.2019 godz. 21:37 PDF Drukuj Email
wtorek, 02 kwietnia 2019 20:11

 

Pośród wielu książek wrzucanych w pośpiechu do plecaka tuż przed wycieczką, dziwnym trafem znalazła się pozycja francuskiego prawosławnego teologa Oliviera Clementa: „Pamiętniki nadziei”. W pewnym miejscu publikacji natrafiłem na najbardziej nurtujący mnie fragment dotyczący osób w podeszłym wieku. Otóż, nasz francuski teolog, dokonał tutaj ciekawego zestawienia ze sobą idei modlitwy oraz koncepcji starości. Niniejsze treści skonfrontował następnie z nurtami, które kształtują współczesną kulturę. Konkluzja do jakiej w tej materii dochodzi Clement przedstawia się następująco: „Cywilizacja, w której ludzie już się nie modlą, jest cywilizacją, w której starość nie ma już sensu. Jest to przerażające, bo potrzebujemy nade wszystko osób starszych, które się modlą, gdyż starość na to jest nam dana”.

Jeżeli przeanalizujemy życie naszych matek, ojców, babć i dziadków, to szybko dostrzeżemy w nim ów dziwny paradoks obecności modlitwy, która nadawała ich życiu rytm, wartość i przede wszystkim sens. Często również owa cicha i pokorna modlitwa, stawała się wierną towarzyszką w przeżywaniu jesieni życia. Bez wątpienia rację ma Clement twierdząc, że człowiek współczesny bardzo potrzebuje osób starszych, które się modlą i powstrzymują ten świat, przed tym, co jeden z chrześcijańskich myślicieli trafnie określił „herezją czynu”.


U seniorów zanurzonych w nadprzyrodzonej rzeczywistości, wielu ludzi na przestrzeni dziejów, szukało porad. Przypominając sobie powstałe w obrębie wspólnoty chrześcijańskiej ruchy anachoretów, które już w samej nazwie zawierają aluzję do starości, ze względu chociażby na samo znaczenie tego słowa, które w dosłownym tłumaczeniu brzmi: „wycofujący się z życia publicznego”, widzimy, że musimy podążać tym tropem. Dziwnym trafem obecni seniorzy, podobnie jak anachoreci, porzucają dotychczasowy styl życia i udają się na miejsce odosobnienia. Dla anachoretów, tym miejscem ucieczki przed światem była zazwyczaj pustynia. Tam ćwiczyli się w ascezie, samotności, modlitwie oraz udzielaniu rad. Jeżeli chodzi o rady, to udzielał ich sędziwy anachoreta, który cieszył się we wspólnocie najwyższym autorytetem moralnym.

Warto przypomnieć, że pierwsze skupisko anachoretów napotykamy w Egipcie. Mieszkańcy Egiptu  szczególnie upodobali sobie rady podeszłego w latach św. Antoniego Pustelnika. Paradoksem jest to, że zwykli ludzie szukali rady u sędziwego starca, który wiódł zgoła odmienne od nich życie. I to w dodatku na pustyni. Patrząc z perspektywy czasu na fenomenem tego zjawiska, można odnieść wrażenie, że pustynia zawiera w sobie pewne symboliczne znaczenie. Ukazuje bowiem stan kondycji wielu seniorów, którzy z zewnątrz, wyglądają na wypalonych ludzi, jednakże pomimo wielu trudności, potrafią odnaleźć w sobie liczne pokłady sił duchowych wydając i w starości życiodajne owoce.


Sędziwi seniorzy anachoreci, przychodzącym do nich ludziom, udzielali zazwyczaj porad za pomocą krótkich sentencji mądrościowych lub anegdot. Na określenie tego typu opowiadania używano najczęściej terminu: „apoftegmat”. Znawcy tematyki twierdzą, że już samo wysłuchanie takiej „porady duchowej”, stanowiło zachętę do porzucenia dotychczasowego stylu życia. Zatem, przynosiło owoc, pozytywny skutek. Apoftegmat odwoływał się zawsze do przestrzeni wolności adresata. Starał się wprowadzać słuchacza na drogę podążania za prawdą, którą z pewnością o wiele wcześniej mógł przebyć i sam mistrz udzielający obecnie rady.

Naśladowanie seniora niesie ze sobą olbrzymią wartość. Uczy bowiem człowieka, nie tylko wysłuchiwania porad, milczenia, pokory, ale przede wszystkim, wskazuje, że między seniorem a szukającym porady człowiekiem, zaczyna tworzyć się tajemnicza duchowa więź oparta na respektowaniu autorytetu. To z więzi opartej na autorytecie, zwłaszcza w chwilach doświadczeń, praktyczne zastosowanie wskazówek, pouczeń, zaczyna owocować w życiu. Warto pamiętać, że tradycja pustelnicza określała człowieka w podeszłym wieku bardzo wymownymi terminami: „theoforos” („nosiciel Boga”) oraz „pneumatoforos” („nosiciel Ducha”). Używanie niniejszych terminów, przez członków wspólnoty eremickiej, wynikało zawsze z bezwzględnego przekonana o tym, że nikt inny, ale właśnie „starzec” (gr. „geront”), jest w stanie wypowiadać „słowo”, które jest „słowem Boga”, zawierającym w sobie „boską moc”.

Patrząc na współczesną Europę, możemy bez wątpienia powiedzieć, że pod względem duchowym, nasz kontynent, zaczyna stopniowo przeradzać się w wyjałowioną z wartości duchowych pustynię. Chociaż doskonale wiemy, że osoby w podeszłym wieku mają do spełnienia w społeczeństwie olbrzymią rolę, to jednak dostrzegamy, jak na wielu obszarach wyklucza się seniorów poza margines życia społecznego. Musimy nareszcie uświadomić sobie, że seniorzy pomagają nam „mądrzej patrzeć na ziemskie wydarzenia”. Są również „strażnikami pamięci zbiorowej”, którzy czuwają nad tym, by wspólnymi siłami wyrazić te ideały i wartości, które stanowią podstawę życia społecznego.


Przez szereg lat byliśmy świadkami niezwykłego pontyfikatu św. Jana Pawła II. W tym kontekście dobrze będzie zapytać o to: „Czy to przebywanie u boku starszego i niepełnosprawnego papieża, owocuje dziś w nas naśladowaniem jego gestów, słów, czynów, czy może wskazań?" Przecież jeszcze nie tak dawno, ze łzami w oczach, podziwialiśmy przezwyciężanie przez papieża szeregu chorób i niepełnosprawności. Czuliśmy, że mimo swej niepełnosprawności Jan Paweł II jest nam potrzebny. Może nawet płakaliśmy w momencie, kiedy to w papieskim oknie, na oczach całego świata, ten wysportowany niegdyś papież „zamarł” na moment w bezruchu i milczeniu, podczas udzielenia uroczystego błogosławieństwa „Urbi et orbi”. Chociaż papież nie mógł wówczas w ogóle mówić, to nam jednak wystarczył fakt, że był z nami, a my odczytywaliśmy jego gesty, które przemawiały wtedy bardziej niż niejedno słowo.

A jak jest obecnie? Jak współczesny świat patrzy na starość? Czy cywilizacja która doprowadziła do postawienia ludzkich stóp na księżycu i wysyła ludzi w kosmos, przestanie kiedyś patrzeć na człowieka jedynie pod kątem jego użyteczności? Czy wreszcie, szerząca sięw europejskich społeczeństwach mentalność dobrobytu, nastawiona jedynie na użyteczność i wydajność, wmawiająca nam bez przerwy, że obecność coraz liczniejszych ludzi starych i niesprawnych będzie zbyt kosztowna i uciążliwa, okaże się politycznym i intelektualnym bankrutem?


Nie wolno nam, bez względu na wyznawane wartości, godzić się na taki stan rzeczy. Musimy, podobnie jak starożytna wspólnota chrześcijan z Egiptu, szukać porad nadających sens każdej płaszczyźnie ludzkiej egzystencji u autorytetów. Oczywiście autorytetem, może być jedynie ten, do kogo, bez wszelkich wątpliwości, może odnosić się terminem: „theoforos” („nosiciel Boga”) lub „pneumatoforos” („nosiciel Ducha”). My zatem, w naszych poszukiwaniach, udajemy się do świętego papieża i zwracamy się z prośbą , mówimy do niego: „Abba! Janie Pawle II, powiedz nam słowo!”

Z pewnością, nie tylko seniorzy usłyszą pouczenie na wzór apoftegmatu, które w 1988 r. w Salzburgu, wypowiedział do osób starszych Jan Paweł II: „Zapewne spotykacie ludzi, którzy przechodzą obok Was nieuważnie i obojętnie, wzbudzając w Was poczucie, że jesteście zbędni i niepotrzebni. Bądźcie jednak pewni, że Was potrzebujemy! Całe społeczeństwo Was potrzebuje! Pobudzacie swoich bliźnich do refleksji nad głębszymi wartościami życia ludzkiego, do solidarności, wystawiacie na próbę ich zdolność do miłości. Szczególnie dla ludzi młodych jesteście wyzwaniem, aby rozwijali w sobie to, co najlepsze! Solidarność i gotowość pomocy tym, którzy w sposób szczególny są na nią zdani. Tam, gdzie ta solidarność zanika, zaczyna w społeczeństwie brakować ludzkiego ciepła. Otuchą napawa jednak fakt, że tak wielu młodych ludzi angażuje się dziś w służbę dla bliźnich w podeszłym wieku, chorych i niepełnosprawnych”.

Artur Dąbrowski