Zaproszenie na film "Cristiada" Drukuj Email
sobota, 18 stycznia 2014 06:35

25 STYCZNIA GODZ. 19.00 W PARAFII P.W. ZESŁANIA DUCHA ŚWIĘTEGO W CZĘSTOCHOWIE ODBĘDZIE SIĘ PROJEKCJA FILMU "CRISTIADA"

Parafialny Oddział Akcji Katolickiej przy parafii p.w. Zesłania Ducha Świętego w Częstochowie razem z proboszczem ks. Romanem Łodzińskim zaprasza parafian, wspólnoty działające w parafii, członków DIAK, rodziny oraz wszystkie osoby chętne na projekcję filmu fabularnego "Cristiada".

Film zostanie wyświetlony w sobotę 25 stycznia br o godz. 19.00 w Kościele. Projekcję filmu poprzedzi celebrowana o godz. 18.00. Eucharystia.

W imieniu organizatorów zapraszam wszystkie osoby chętne na wspólne przeżycie wieczoru filmowego do parafii Zesłania Ducha Świętego przy ul. Gajowej 2/6.

Alina Ogrodnik

 


„Moja kochana Mamo, zostałem schwytany podczas dzisiejszej bitwy. Myślę o chwili, kiedy przyjdzie mi umrzeć. Nic to jednak, Mamo. Powinnaś zgodzić się z wolą Pana Boga. Umieram szczęśliwy u boku Naszego Pana. Nie chcę, żebyś się martwiła moją śmiercią. Powiedz raczej moim braciom, bo poszli w ślady najmłodszego spośród nas, tak wypełnisz wolę Bożą. Odwagi! Udziel mi swego błogosławieństwa razem z błogosławieństwem ojca. Pozdrów wszystkich ostatni raz. Otrzymacie serce Waszego syna, który Was oboje kocha i chciałby zobaczyć Was jeszcze przed śmiercią”.
Jose Luis Sanchez del Rio.

 

Jose Luis Sanchez del Rio (1913-1938) był Meksykaninem, a czasy jego dzieciństwa przypadały na bardzo trudny okres prześladowań Kościoła ze strony prezydenta masona i fanatycznego antyklerykała Plutarco Elliasa Callesa. Publicznie mówił on o sobie, że jest osobistym wrogiem Boga i antychrystem. Calles dorastał w biedzie i niedostatku, jako nieślubne dziecko alkoholika. Wychowaniem Plutarca zajął się jego wuj, po którym przyjął nazwisko Calles.

To właśnie wuj - zajadły ateista - wychowywał siostrzeńca w fanatycznej nienawiści do Kościoła katolickiego.

Calles, podobnie jak jego poprzednik na urzędzie prezydenckim, Álvaro Obregón Salido, był wolnomularzem. Prezydent Vicente Fox, odnosząc się minionych wydarzeń z historii Meksyku, powiedział: „Po roku 1917 Meksyk był rządzony przez antykatolickich masonów, którzy próbowali wywołać antyklerykalnego ducha popularnego, rodzimego prezydenta Benito Juáreza z 1800 roku. Ale wojskowi dyktatorzy z lat 20. XX wieku byli dużo bardziej dzicy niż Juárez”.

Calles zmaterializował masońską ideologię i przełożył na czyn. Wydalił z Meksyku wiele zgromadzeń zakonnych. Wprowadził zakaz organizowania procesji i publicznego noszenia sutanny. Idąc bolszewickim torem myślenia, pozbawił katolików prawa do własności świątyń. Całą machinę ustawodawczą ukierunkował tak, że szereg ustaw uderzało bezpośrednio w katolików. Na wiernych wspierających Kościół materialnie nałożył liczne niesprawiedliwe podatki, a w późniejszym czasie zaczął karać śmiercią.

Katolicka ludność Meksyku postanowiła oprotestować sytuację pokojowo. Na skutek lekceważenia i deptania elementarnych praw: godności człowieka i wolności religijnej, powołano Narodową Ligę Obrony Wolności Religii (1924 r.). Organizacja ta zebrała 2 miliony podpisów pod petycją do władz, w której domagano się zniesienia represji. Liga wzywała do bojkotu szkół, kin, teatrów, rządowego handlu i rozrywek oraz transportu publicznego. Rząd na demokratyczne postulaty odpowiedział aktami przemocy w postaci przejmowania świątyń przy pomocy wojska oraz zamachów na działaczy katolickich.

3 sierpnia 1924 r. w Guadalajara 400 katolików stanęło w obronie sanktuarium Matki Boskiej z Guadalupe przed atakiem regularnego wojska. W wydarzeniach tych zginęło 18 osób. Okoliczność ta stała się wezwaniem do zbrojnego powstania. Meksykańscy katolicy chwycili za broń. Narodowemu zrywowi zaczęło towarzyszyć credo: „Viva Cristo Rey i Viva Santa Virgen de Guadalupe”. Z takim wyznaniem wiary, meksykańscy Cristeros, szli do boju z o wiele silniejszymi wojskami prezydenta Callesa.

Przenoszący się z miejsca na miejsce Cristeros, dowodzeni przez generała Prudencio Mendozę, trafili do Guadalajary. Tam przyłączyło się do nich wielu powstańców. Wśród zaciągniętych do armii byli bracia Sanchez del Rio. W szeregi Cristeros chciał wstąpić również najmłodszy z braci, 14-letni Jose Luis. Jednak matka oraz sam generał Mendoza nie zaaprobowali takiego pomysłu. Jose Luis wymusił na mamie zgodę, wypowiadając znane powszechnie słowa: „Mamo, nigdy nie będzie mi tak łatwo wejść do nieba jak teraz”. Po przekonaniu matki i generała chłopcu został powierzony pod opiekę sztandar oddziału. Jose Luis był nazywany przez Cristeros Tarsycjuszem, na pamiątkę świętego męczennika, noszącego w pogańskim Rzymie Komunię świętą więzionym chrześcijanom.

25 stycznia 1928 roku, w czasie walk Cristeros z siłami antyklerykalnego rządu, w miejscowości Sahuayo padł koń generała Mendozy, co uniemożliwiło mu ucieczkę. Jose Luis natychmiast ofiarował swemu dowódcy własnego wierzchowca. Mendoza nie chciał przyjąć tego podarunku, wiedząc, że chłopiec nie będzie miał, jak uciec i wpadnie w ręce żołdaków. Jose Luis nalegał jednak tak mocno, że generał się zgodził. Miał powiedzieć wówczas: „Mój generale, oto mój koń: niech się Pan ratuje, a mną proszę się nie przejmować. Mnie może zabraknąć, ale pana nie!”. Ostatecznie wymógł na generale Mendozie ucieczkę, a sam oddał się w ręce oprawców.

Młodego Cristero aresztowano. Więzienie przygotowano w Kościele. Jose Luis był więziony w zakrystii kościoła. Codziennie przyjmował Komunię Świętą z rąk swego wuja, księdza Ignacio Sancheza. Jednocześnie odmawiał różaniec i starał się nawrócić swych prześladowców. Profanującym świątynię żołnierzom zwracał uwagę, by nie wprowadzali zwierząt do jej wnętrza. Żołnierze prezydenta Callesa za wszelką cenę chcieli odwieść od wiary młodego Cristero. W tym celu zabrali Jose Luisa na egzekucję jednego z Cristeros. Na oczach chłopca zabito jego przyjaciela. Według świadków, Jose Luis pocieszał swego przyjaciela słowami: „Zaraz będziesz w Niebie, przygotuj mi tam miejsce”.

W nocy z 7 na 8 lutego 1928 roku pisał do swoich rodziców: „Moja kochana Mamo, zostałem schwytany podczas dzisiejszej bitwy. Myślę o chwili, kiedy przyjdzie mi umrzeć. Nic to jednak, Mamo. Powinnaś zgodzić się z wolą Pana Boga. Umieram szczęśliwy u boku Naszego Pana. Nie chcę, żebyś się martwiła moją śmiercią. Powiedz raczej moim braciom, bo poszli w ślady najmłodszego spośród nas, tak wypełnisz wolę Bożą. Odwagi! Udziel mi swego błogosławieństwa razem z błogosławieństwem ojca. Pozdrów wszystkich ostatni raz. Otrzymacie serce Waszego syna, który Was oboje kocha i chciałby zobaczyć Was jeszcze przed śmiercią”.

10 lutego 1928 roku masońscy antyklerykałowie skazali 14-letniego Jose Luisa na śmierć. Przyszłym pokoleniom znana jest relacja naocznego świadka tego wydarzenia Marciala Maciela, kolegi Jose Luisa z czasów dziecięcych. Wiemy, że chłopiec przeszedł prawdziwą Golgotę. Jego oprawcy zdarli mu skórę ze stóp i zmusili do przejścia długiej drogi z kościoła na cmentarz. Jose Luis ledwo posuwał nogami. W drodze na miejsce kaźni, na skutek krwawych ran w stopach, często upadał. Płakał i wił się z bólu. Jednakże żołnierze nie okazali mu litości. Popędzali go i kłuli bagnetami. Jednocześnie dyktowali mu cenę wolności: „Jeśli krzykniesz „śmierć Chrystusowi”, oszczędzimy cię”.

Jose Luis milczał. Nawet nie przyszło mu do głowy, by zdradzić Jezusa. Kiedy dotarł na miejsce kaźni, którym okazał się miejscowy cmentarz, złożył własne wyznanie wiary: „VIVA CRISTO REY”

– „Niech żyje Chrystus Król”. Znów zmuszono go do zaparcia się Chrystusa. Tak, jak uprzednio, odmówił. Wówczas został pchnięty nożem i po raz ostatni zmuszony do wyrzeknięcia się wiary. Jose jeszcze raz złożył swoje wyznanie wiary, mówiąc: „Viva Cristo Rey!”. Następnie poprosił, by go rozstrzelano. Dowodzący egzekucją żołnierz zdenerwowany męstwem i zachowaniem chłopca, strzelił do niego z pistoletu. Leżąc na cmentarnej ziemi, Jose Luis skreślił własną krwią znak krzyża na ziemi i umarł.

Jose Luis Sanchez del Rio jest znakomitym przykładem młodego człowieka, który w życiu kierował się wiarą i nie uznawał kompromisów. Stanowi doskonały wzór odwagi i męstwa nie tylko dla młodych, ale dla wszystkich, którzy chcą wiernie podążać w swym życiu za Chrystusem. Jose Luis to autentyczny męczennik, któremu państwo nie pozostawiło żadnego wyboru. W myśl obowiązującego antykatolickiego ustawodawstwa, które było niczym innym jak zeświecczoną formą antyklerykalnej masońsko-bolszewickiej dyktatury, Jose był katolickim przestępcą. Warto jednak pamiętać, że jego „przestępstwo” polegało na życiu wiarą w swego Mistrza i Pana - Jezusa Chrystusa. To z Jego zbawczą wolą połączył własne życie.

W Ewangelii św. Jana Chrystus mówi: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne. A kto by chciał Mi służyć, niech idzie na Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa.

A jeśli ktoś Mi służy, uczci go mój Ojciec”. (J 12, 24-26).

Jose Luis Sanchez del Rio jest w rzeczywistości jednym z ziaren pszenicznych, które zostało użyźnione męczeńską krwią. Umierając w zranionej i umęczonej meksykańskiej ziemi, jak ziarno pszeniczne, wydaje plon. W rzeczywistości łączy się ze swoim Panem, o którym pisał: „Umieram szczęśliwy u boku Naszego Pana”. Jezus Chrystus – Król, Pan życia i śmierci, wolą papieża Benedykta XVI, 20 listopada 2005 roku, dokonał beatyfikacji swojego sługi.

Spoglądając przez pryzmat filmu na rzeczywistość Kościoła i jego egzystencję w dobie wszechobecnej „poprawności politycznej”, należy zapytać: Czy młody meksykański męczennik, którego wyznanie wiary streszcza się w prostej konfesji: „VIVA CRISTO REY”, przebudzi katolików świeckich do wzięcia odpowiedzialności za losy Kościoła? Tego nie wiemy. Możemy jednak korzystać z jego wstawiennictwa. W kwestii wiary kontynenty i państwa nie mają żadnego znaczenia, ale ma wiara, która działa poprzez miłość. Pamiętajmy o tym męczenniku, zwłaszcza w jego liturgiczne wspomnienie - 10 lutego.

Wszystkim szczególnie polecamy historię młodego Cristero opowiedzianą przez Pablo Barroso, noszącą tytuł: „Cristiada”. Premiera filmu miała miejsce w marcu 2012 roku. W ramach propozycji kulturalnych Światowych Dni Młodzieży w Madrycie, 17 sierpnia 2012 roku, obejrzało „Cristiadę” wielu młodych ludzi. 5 kwietnia film trafi do polskich kin.

Dr Artur Dąbrowski
Prezes Diecezjalnego Instytutu Akcji Katolickiej Archidiecezji Częstochowskiej